Ostatnie wpisy
Zakładki:
Moi przyjaciele w światku dziennikarskim
|
niedziela, 31 grudnia 2006
Marzenia rewolucjonizują świat
Zabieram się napisanie tego wpisu i zabrać się nie mogę. Ale czas przyszedł, by spiąć się w sobie i kilka zdań ostatnich w roku 2006 napisać. Bez wątpienia mógłbym napisać, że nie na rękę mi, że ten rok się kończy. Tyle wspaniałych rzeczy się w nim wydarzyło. Ale nie byłbym sobą, gdybym nie spytał: co dalej? No właśnie, już się nie mogę doczekać. Bo jeśli 2006 rok przyniósł tyle niespodzianek, to co będzie w 2007? Przecież mówi się, że nie powinno być gorzej. Przez ostatni rok poznałem masę fantastycznych ludzi, odkryłem w sobie kolejną wspaniałą pasję (już Wy wiecie, o czym piszę), przeżyłem coś, co sprawia, że człowiek zamiast cukru sypie sól do kawy, że jedzie metrem o dwie stacje za daleko albo w przeciwnym kierunku. Mógłbym wymieniać długo te pozytywny, a milczeć o negatywach. I będę milczał, bo pod ciężarem tych miłych chwil zupełnie nie mogę sobie przypomnieć tych złych :) A może nie chcę o nich pamiętać? Wchodzę w nowy rok z nowymi pomysłami, planami, marzeniami :) Zwłaszcza tych ostatnich mi nigdy nie brakowało :) Bo jak mawiał ktoś mądrzejszy ode mnie, marzenia rewolucjonizują świat! Happy New Year! And bye bye the old one :)
sobota, 23 grudnia 2006
Pan Prezes
Żyję w kraju, w którym popularność może wynieść na stanowisko prezesa dużego banku. Czy jeśli zatem stanę się popularny (np. powiem publicznie, że jestem ojcem dziecka Anety Krawczyk), będę mógł zostać prezesem jakiegoś banku? Skoro Pan Prezydent ma tyle problemów ze znalezieniem prezesa NBP, to może ja mógłbym nim zostać? W końcu małpą w czerwonym nie jestem... Co by nie było to jednak jutro Wigilia. Dlatego wbrew powszechnym obawom związanym z likwidacją Świąt Bożego Narodzenia (a już na pewno nie w UK... bo niby kiedy szefowie firm mogliby się kochać ze swoimi asystentkami, jeśli nie w czasie bożonarodzeniowej imprezy? ci Anglicy to jednak przewrotni są), no ale wracając do tematu, wbrew powszechnym obawom pragnę niniejszym złożyć wszystkim najserdeczniejsze życzenia ciepłych i rodzinnych Świąt, niech Wam spadnie chociaż jedna gwiazdka z nieba i spełni kilka życzeń :) Have a very merry xmas :)
poniedziałek, 11 grudnia 2006
Pierwsza Prostytutka IV RP
Dziś zacznę inaczej, od cytatu z Wikipedii: "Prostytucja - sprzedaż usług seksualnych (głównie: odbywanie stosunków płciowych) za pieniądze lub inny rodzaj zapłaty. Osoba oferująca usługi seksualne nazywana jest prostytutką." Za inny rodzaj zapłaty, np. za karierę w partii politycznej. W IV RP wiele widziałem, ale jeszcze nigdy kobiety, która po kolei jak w kartach wskazuje ojców swojego jednego dziecka. Warto podkreślić, że jednego jedynego, bo tatusiów już kilku było. Ciekawe, na którym etapie mamusia się pogubiła, że się teraz doliczyć nie może. Mamy do czynienia ze zjawiskiem ponadprzyrodzonym. Mamy do czynienia z Pierwszą Prostytutką IV RP. Zobaczycie, to się na Samoobronie nie skończy. Już teraz wkracza do Platormy. Myślę, że ojca odnajdzie w Lidze Polskich Rodzin, tam tacy aktywni działacze przecież :) Ciekawe tylko, czy te badania DNA to z naszych podatków idą... Nawet już wcześniej cytowany przeze mnie pan profesor od prawa wymyślił nową anegdotkę, wedle której spotyka się dwóch studentów SGH na pustynii i toczy się między nimi rozmowa na wyżej wspomniany temat. Swoją drogą wczoraj w metrze jakiś człek zadał zagadkę swojemu mniej lub bardziej ograniczonemu koledze: co to za choroba, co kładzie mężczyn do łóżka? Aneta K. Bez komentarza. Dobranoc. Have a nice week!
niedziela, 03 grudnia 2006
Inteligentny wykształciuch
Oglądałem dziś na TVN "Uwagę" o Joannie Senyszyn z serii "Kulisy sławy". Od dłuższego czasu obserwuję tę kobietę, jej zachowanie i wsłuchuję się w to, co mówi. I im więcej mówi, tym bardziej mi się podoba. Ta kobieta po prostu strzela z magazynku słowami, godząc w najczulsze punkty swoich ofiar. Niesamowity dystans do świata i ironiczne poczucie humoru sprawia, że jest to człowiek, obok którego nie można przejść obojętnie. Takich ludzi albo się podziwia, albo nienawidzi. Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości, ja ją podziwiam. Podziwiam ją za inteligencję, poczucie humoru i właśnie ten dystans, który pozwala jej się śmiać nie tylko z Jarosława K., ale także z siebie. Kobieta o stu twarzach, ale jednym życiorysie. No i profesor nauk ekonomicznych :) Ironią mogą się posługiwać tylko ludzie inteligentni. Inni nie potrafią :) Ciekawy fragment z artykułu właśnie o posłance Senyszyn: Do czasu jej występu na tegorocznej Paradzie Równości w Warszawie najsłynniejszym powiedzeniem Senyszyn było: "Kościół jest pięć razy be: bogaty, bezkarny, bezczelny, bezideowy i bezduszny". Posłanka tłumaczyła: "Bogaty, bo ściąga haracz od wiernych, bierze pieniądze z budżetu i Unii Europejskiej, bezkarny - bo wyczyny księży uchodzą im na sucho, bezczelny - bo obraża wszystkich, którzy mają inne przekonania, bezideowy - bo koniunkturalny, i wreszcie bezduszny - bo wyrzucał domy dziecka z ich siedzib, aby je przejąć". Na portalu Kosciol.pl internauta "mirek" odpowiedział: "To SLD jest pięć razy be. Bogaty - bo stać go na kongresy, auta i tym podobne, bezkarny- wystarczy zobaczyć, ilu posłów i senatorów z SLD jest bezkarnych, bo mają immunitet, bezczelny - bo zarzuca innym, że jest złe, a sam jest złem i będzie złem, bezideowy - SLD ma tylko jedną ideę - bogacenie się, bezduszny - gdyby nie wżerali tylu ciastek i nie pili tyle kawy i herbaty, nakarmiliby głodnych. Kościół tak robi". Internauta "tato" dopisał: "Senyszyn jest pięć razy be: bardzo się popisuje, beznadziejnie ubiera, brzydki ma głos, bezsensowne są jej wypowiedzi, bardzo szkodzi feminizmowi, który tak lansuje". Cymański: - Gdybym był feministką albo gejem, nie chciałbym, żeby Joanna Senyszyn występowała w mojej obronie. Jej wypowiedzi, jej działania budzą tylko nerwową reakcję adwersarzy. Nie działają jak ręka wyciągnięta do zgody, tylko przeciwnie. Jątrzą. Jak ta afera na paradzie. To naprawdę bardzo ciekawa postać na polskiej scenie politycznej :)
piątek, 01 grudnia 2006
Spotyka się dwóch studentów SGH na pustyni...
W końcu wolny weekend. Wolny oznacza w domu, czyli nie w pracy, ani w jednej ani w drugiej szkole. Choć do tej drugiej chętnie bym sobie poszedł. Ale tam, jak na złość, tylko dwa razy w miesiącu... Bo to szkoła nietypowa. Tam nie dowiesz się na egzaminie, że jesteś porażką dydaktyczną wykładowcy, tam pani w dziekanacie nie będzie chciała cię zabić za to, że w ogóle śmiałeś dotknąć klamkę dziekanatu od drugiej strony. I w końcu to szkoła, gdzie po angielskim boli cię brzuch ze śmiechu, gdzie poznasz definicję słowa prymitw, a na prawie wysłuchasz kolejnej anegdotki ze złotej serii "Spotyka się dwóch studentów SGH na pustyni...". Po prostu nasza wielka różowa :) Za 15 minut zaczyna się piąty stopień kursu. Jakoś tak dziwnie, ale nie negatywnie. Po prostu inaczej - pierwszy wolny piątek od niepamiętnych czasów. No niezupełnie wolny, bo jutro test z angielskiego na kolejny level. Mimo to jednak dziwnie. Naprawdę inaczej. Ale jestem na fali. Po prostu jestem szczęśliwy :) Bo jak tu się nie cieszyć? Rano szef mi powiedział, że mogę wyjść 2,5 minuty wcześniej z pracy, drugi wyraził zadowolenie z mojej pracy, akcje mojego banku poszły w górę o 5 groszy, za 4 tygodnie Święta, na Wola Parku wylądował Św. Mikołaj z energooszczędnych lampek, ktoś mi przysłał smsa, że się za mną stęsknił, w lodówce znalazłem swój ulubiony serek waniliowy jogobelli... Życie jest jak pudełko czekoladek - powiedział ktoś mądrzejszy ode mnie :)
niedziela, 26 listopada 2006
A new dawn, a new day, a new life...
Czyli wielki emocjonalnie, ale mały zauważalnie come back Matta. Wiele mógłbym tu napisać, ale po co? Czy to coś zmieni, jeśli zacznę tłumaczyć, dlaczego nie chodzę już na taniec? Czy obrażę czyjeś uczucia polityczne, jeśli napiszę, że ulżyło mi, kiedy poznałem wynik wyborów w Warszawie? Kogo w sumie to obchodzi? Kogoś jednak obchodzi. Jestem szczęśliwy :) Do rzeczy jednak. Chciałem dziś dodać czysto polityczny wpis. Wygrała kandydatka, która - umówmy się - nie jest kandydatką moich marzeń, ale jest kandydatką, na którą oddałem głos w II turze. I mam tę wewnętrzną satysfakcję, że nawet jeśli polityka zaczyna się od braci bliźniaków, to przynajmniej na nich się nie kończy :) Ale jak wspomniałem, wpis polityczny chciałem dodać, ale nie dodam. Będzie inny. Będzie o tańcu, znów o tańcu. Być może będzie to ostatni wpis o tańcu. Dziś podjęliśmy z moją taneczną partnerką decyzję - przerywamy naukę tańca. Dlaczego? Bo wszystko ma swój koniec. Choć może to nie koniec. Bo przecież człowiek nigdy nie przestaje tańczyć. Czy to oznacza, że gdy usłyszę piosenkę w Auchan, to nie będę tańczył? No właśnie. A kto wie, czy za kilka miesięcy nie będę skakał znów na parkiecie. Nie wiem, co będzie. Wiem, że to słuszna decyzja. Jedyna, jaką mogłem podjąć. Ta decyzja umożliwia mi np. zdobycie na kolokwium z matematyki 18/20 punktów :) Coś się zmieniło. Trwale. Oswajam się z tym :)
środa, 04 października 2006
Master samplaster, czy jakoś to tak leciało...
Hit sezonu! Wpada Matt na swój fenomenalnie fantastyczny wydział wakacji i rekreacji, czyli na wydział dziennikarstwa (to była informacja dla tych bardziej ociężałych umysłowo), patrzy - idzie kolega. Matt krzyczy: Rafale! Człowiek nie zareagował. Matt myśli - nie usłyszał. Matt biegnie za kolegą, dogania go w holu głównym, puka w ramię. Kolega sie odwraca. I kiedy Matt już miał powiedzieć: "no cześć Rafale!", wydusił z siebie piskliwe przez sciśnięte gardło: Ojej, przepraszam, pomyliłem się. Koleś przerażony. Matt spalony. Wstyd. Wszyscy wokół w śmiech. Matt się wycofał po angielsku. Matt przypał.... Ale to nie wszystko, bo przecież gdyby Matt nie zwrócił na siebie jeszcze uwagi to nie byłby sobą. Idzie Matt z Holly Świętokrzyską. Ciemno, latarnie się świecą. Pan w budce przy szlabanie przy wjeździe do Ministerstwa Finansów ogląda telewizję. Patrzę - Wiadomości w Kaczwizji Publicznej SA. No i wyrwało mi się: jak można oglądać te uPiSowione wiadomości?! A koleś się odwraca i patrzy na mnie.... Matt w przeciągu 5 sekund znalazł się w odległosci 3 przecznic od Ministerstwa Finansów z kolorowem twarzy bliżej nieokreślonym ze wstydu. Holly prawie się położyła ze śmiechu przed wspomnianym wyżej ministerstwem. Sama chciała dodać, że te wiadomości są dla wspomnianych wyżej ociężałych umysłowo. No nic... nie zdążyła. No ale na koniec dnia pojechałem na pierwsze zajęcia z angielskiego, dostałem wypasioną (podobno trendy, czy tam jazzy słowo) torbę, 5 podręczników, które opiewają generalnie na jakieś 3 lata, a które muszę przerobić w rok. I za rok będę Master Level :))
wtorek, 03 października 2006
TP SA - zbrodnicza organizacja IV RP
Kiedy już myślałem, że wszystko się ułożyło, że moje życie wróciło do normy, że świat naprawdę może być piękniejszy, że IV RP legła w gruzach zanim powstała, że mogę cieszyć się życiem, zadzwoniła Telekomunikacja Polska SA... Automatyczna wiadomość: Dzień dobry, tu automatyczna wiadomość Telekomunikacji Polskiej SA. Pragniemy poinformować iż na stan z dnia któregoś tam września nie otrzymaliśmy wpłaty za okres rozliczeniowy (chodziło o rachunek sierpniowy). W przypadku nieuregulowania tej wpłaty w ciągu najbliższych dni, przerwiemy dostęp do usługi TP. Grrr, nawet nie mogłem im nawsadzać, bo automatyczna wiadomość. Zatem sięgnął żem po moją słuchawke od telefonu i wykręciłem magiczny numer TP 9393 - mój ulubiony. Pani z TP: Dzień dobry, Monika jakaśtam, w czym mogę pomóc?
poniedziałek, 02 października 2006
Tylko tu...
Dzień dobry! | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||